Cóż, zostaliśmy nauczeni by się nie chwalić niczym przed innymi ludźmi…Społecznie i kulturowo wygląda to tak, że byliśmy wiele lat pod zaborami, więc nie wolno się było chwalić tym co w domu, tym co w szkole, wedle przysłowia:
„nie mów nikomu co się dzieje w domu, nie mów bawole co się dzieje w szkole”.
Później nastał komunizm. No tu też chwalić się nie można było. Bo jak się człowiek czymś pochwalił ściągnął na siebie kłopoty. Wszystko trzeba było ukrywać, kombinować, nie mówić za dużo, bo się rozniesie itp.
Kobiety też niestety przez wieki były uczone, skromności, posłuszeństwa. Nie wolno im się było chwalić tym co osiągały, bo to przecież nie przystoi kobiecie. I tak, często dopiero po wielu latach odkrywaliśmy, że nasze babcie to dostawały jakieś dyplomy, uczęszczały na jakieś kursy, brały udział w konkursach – i to niekoniecznie tylko tych kulinarnych.
Ogólnie dzieci są wychowywane w kulcie rywalizacji ale poprzez chwalenie innych dzieci, wytykanie własnym dzieciom, że inni są lepsi. Takie podejście buduje zachwiane poczucie wartości, a raczej jego brak. Często też słyszeliśmy…a bo stać Cię na więcej, nauczyłeś się…dobrze, ale ciekawe czy utrzymasz swoją pozycję. To rodzi zazdrość, zaborczość, bardzo łatwo jest manipulować/sterować ludźmi, u których dominują takie właśnie wzorce. Co więcej, ludzie Ci osiągają na ogół tyle ile im ktoś pozwoli. Zdarza się, że w niektórych przypadkach bazuje się też na poczuciu winy…on się chwali, że tyle osiągnął, ale przecież Iksińskiemu zrobi się przykro. I tu zaczyna się też kara…sami siebie w takich sytuacjach potrafimy ukarać. Bo tak jesteśmy wyuczeni: osiągam sukces, mam później poczucie winy, że mi lepiej, więc teraz coś mi się nie uda, bo przecież trzeba ponieść karę za bycie dobrym. I wali nam się jedna sprawa za drugą, nie dość, że dojście do sukcesu kosztowało nas wie
le siły, pracy, wiele nauki (chociażby prawd życiowych), to teraz jeszcze staramy się odkupić winy za swoją pracę.
Ja już mówię zdecydowane NIE !!!!! Mówię stanowcze stop!!!!!
Przecież kto jak nie my sami jesteśmy w stanie opowiedzieć innym własną historię. Tam owszem jest wszystko, ale za jakie i czyje grzechy mamy się taplać w porażkach jakie nas spotkały, czy w smutnych chwilach??? Powinniśmy pływać w morzu pełnym naszych sukcesów, mówić o nich, umieć się nimi chwalić. Nie mówię tu o chorym przechwalaniu się a o zwykłym mówieniu z dumą co nam się udało osiągnąć. Wiem ludzie chętniej słuchają o cudzych porażkach lub problemach, ale wynika to z tego, że na tej podstawie budują sobie swoją wartość. A wartość buduje się na podstawie swojego życia, swoich doświadczeń, swojej wiary w siebie. Niech nikt nie pozwoli sobie odebrać radości z najdrobniejszych swoich sukcesów, Ci którzy usiłują to zrobić po prostu najzwyczajniej w świecie sami mają problem z tym, że nie potrafią się pochwalić swoim sukcesem…może ich nikt nie chwalił, a może nie potrafią też przyjmować pochwał od innych.
Tak jak już raz napisałam, tylko my sami potrafimy powiedzieć jak się naprawdę czuliśmy w danym momencie, jak dużo dał nam ten sukces, czasami nie musi się przekładać na zyski materialne, ale wystarczy by poczuć smak i zapach sukcesu…czasami sukcesem jest wstanie rano o czasie, czasami zdany egzamin, ale sukces to sukces i nie pozwólcie sobie odebrać tej radości posiadania go…ja już zakazuję innym by robili to mnie. Teraz czas na innych by zatroszczyli się o siebie…Powodzenia i dużo sukcesów.

Rozwieście swoje dyplomy, które macie gdzieś głęboko pochowane, swoje świadectwa, puchary, które będą cieszyły wasze oko, które również i Wam będą przypominały o tym jak wiele potraficie osiągnąć. Jak sami w to zaczniecie wierzyć to i inni też zaczną w Was wierzyć.