Dzisiejsze nieśmiałe dziecko, to to, z którego wczoraj się śmialiśmy.
Dzisiejsze okrutne dziecko, to to, które wczoraj biliśmy.
Dzisiejsze dziecko, które oszukuje, to to, w które wczoraj nie wierzyliśmy.
Dzisiejsze zbuntowane dziecko, to to, nad którym się wczoraj znęcaliśmy.

Dzisiejsze zakochane dziecko, to to, które wczoraj pieściliśmy.
Dzisiejsze roztropne dziecko, to to, któremu wczoraj dodawaliśmy otuchy.
Dzisiejsze serdeczne dziecko, to to, któremu wczoraj okazaywaliśmy miłość.
Dzisiejsze mądre dziecko, to to, które wczoraj wychowaliśmy.
Dzisiejsze wyrozumiałe dziecko, to to, któremu wczoraj przebaczyliśmy.

Dzisiejszy człowiek, który żyje miłością i pięknem, to dziecko, które wczoraj żyło radośćią.
— Ronald Russell

I nawet jak nas nie nauczył nikt kochania, to sami możemy się go nauczyć. Teraz jako dorośli mamy wybór, jako dzieci…musieliśmy akceptować wybory innych. Teraz właśnie od nas zależy jak potoczy się nasze życie, oglądanie się wstecz i marudzenie,że nie miałam/miałem czegoś tam tylko nas spowalnia w drodze do szczęścia, jakie chcemy mieć. Szczęście i swój świat sami tworzymy na podstawie doświadczeń i spostrzerzeń jakie czynimy każdego dnia. To co było wczoraj, czy minutę temu to już historia, ale warto ją mieć :) To ona nas buduje na przyszłość, która w każdym calu już tylko od nas zależy :)

Pewna kobieta podlewała rośliny w swoim ogrodzie, kiedy zobaczyła trzech staruszków, z wypisanymi na twarzy latami doświadczeń, którzy stali naprzeciw jej ogrodu. Ona nie znała ich, więc powiedziała:
- Nie wydaje mi się, abym was znała, ale musicie być głodni. Wejdźcie, proszę, do domu i zjedzcie coś.
- – Nie ma w domu męża? – Nie, odpoczywa, nie ma go w domu.- W takim razie nie możemy wejść – odpowiedzieli.
Przed zmierzchem, kiedy mąż wrócił do domu, kobieta opowiedziała mu to, co się zdarzyło
- A więc, skoro wróciłem, zatem poproś ich teraz, aby weszli.
Kobieta wyszła, aby zaprosić trzech mężczyzn do domu.
- Nie możemy wejść wszyscy do domu – wyjaśnili staruszkowie.
- – Dlaczego? – chciała się dowiedzieć kobieta.
Jeden z mężczyzn wskazał na pierwszego ze swoich przyjaciół i wyjaśnił:- On ma na imię Dostatek. Następnie wskazał drugiego – On ma na imię “Sukces”,a ja mam na imię “Miłość”. Teraz wróć i zdecyduj razem z Twoim mężem, którego z nas zaprosicie do waszego domu. Kobieta weszła do domu i opowiedziała swojemu mężowi wszystko, co powiedzieli jej trzej mężczyźni. Ten się ucieszył :
- Jak pięknie! – Zaprosimy Dostatek, aby wszedł i wypełnił nasz dom!!!
Jego żona nie zgodziła się i spytała:
- Mój drogi, dlaczego nie mielibyśmy zaprosić Sukcesu?
Ich córka słuchała tej rozmowy i weszła im w słowo:
- Nie byłoby lepiej, gdybyśmy pozwolili wejść Miłości? W ten sposób nasza rodzina byłaby pełna miłości.
- – Posłuchajmy rady naszej córki, powiedział mąż do żony. Pójdź i zaproś Miłość, niech będzie naszym gościem.
Żona wyszła i spytała
- Który z Was to Miłość? Niech wejdzie, proszę i będzie naszym gościem.
Miłość usiadła na wózku i ruszyła w kierunku domu. Także dwaj pozostali podnieśli się i ruszyli za nią. Trochę zdziwiona kobieta zapytała
- Zaprosiłam tylko Miłość, dlaczego idziecie także wy?
Oni odpowiedzieli razem:- Jeżeli zaprosiłabyś Dostatek lub Sukces, pozostali dwaj zostaliby na zewnątrz, ale zaprosiłaś Miłość, a tam gdzie idzie ona, idziemy i my.- Tam, gdzie jest Miłość, jest też Dostatek i Sukces.

To powinno być dedykowane każdemu człowiekowi w momencie wkroczenia na ten świat :)

List do syna
Rudyard Kipling

Jeżeli zdołasz zachować spokój,
chociażby wszyscy go stracili, ciebie oskarżając;
Jeżeli nadal masz nadzieję, chociażby wszyscy o Tobie zwątpili,
licząc się jednak z ich zastrzeżeniem;
Jeżeli umiesz czekać bez zmęczenia,
jeżeli na obelgi nie reagujesz obelgami,
jeżeli nie odpłacasz na nienawiść nienawiścią,
nie udając jednakże mędrca i świętego;
Jeżeli marząc – nie ulegasz marzeniom;
Jeżeli rozumując – rozumowania nie czynisz celem;
Jeżeli umiesz przyjąć sukces i porażkę,
traktując jednakowo oba te złudzenia,
Jeżeli ścierpisz wypaczenie prawdy przez Ciebie głoszonej,
kiedy krętacze czynią z niej zasadzkę, by wydrwić naiwnych
albo zaakceptujesz ruinę tego, co było treścią twego życia,
kiedy pokornie zaczniesz odbudowę zużytymi już narzędziami;
Jeśli potrafisz na jednej szali położyć wszystkie twe sukcesy
i potrafisz zaryzykować, stawiając wszystko na jedną kartę,
jeśli potrafisz przegrać i zacząć wszystko od początku, bez słowa,
nie żaląc się, że przegrałeś;
Jeżeli umiesz zmusić serce, nerwy, siły, by nie zawiodły,
choćbyś od dawna czuł ich wyczerpanie,
byleby wytrwać, gdy poza wolą nic już nie mówi o wytrwaniu;
Jeżeli umiesz rozmawiać z nieuczciwymi, nie tracąc uczciwości
lub spacerować z królem w sposób naturalny,
Jeżeli nie mogą Cię zranić nieprzyjaciele ani serdeczni przyjaciele;
Jeżeli cenisz wszystkich ludzi, nikogo nie przeceniając;
Jeżeli potrafisz spożytkować każdą minutę,
nadając wartość każdej przemijającej chwili;
Twoja jest ziemia i wszystko, co na niej
i co – najważniejsze – synu mój – będziesz Człowiekiem.

Opowiem Ci bajkę
o smutnym kamieniu
co leżał samotny
przy drodze gdzieś w cieniu
i o tym jak marzył
by ktoś go przytulił
lecz nikt go nie widział
był szary i bury
czasami ktoś przysiadł
odchodził nie wracał
a kamień wciąż czekał
…i tęsknił…i płakał
był taki samotny
…i pragnął bez przerwy
należeć do kogoś
kto dobry i wierny
czas mijał ulotny
zmieniała się ziemia
niestety nikt nie chciał
szarego kamienia
aż kiedyś porankiem
gdy rosa błyszczała
tęcza usiadła
odpocząć gdzieś chciała
…i gdy poczuła
moc uczuć kamienia
po kropli kolorów
na niego kapnęła
łąkami polami
szła sobie dziewczyna
zwyczajna przeciętna
samotna niczyja
gdy kamień ujrzała
zmieniony przez tęczę
wiedziała poczuła
…i wzięła go w ręce
wzruszona szepnęła:
iść dalej nie muszę
bo kamień znalazłam
…i piękną w nim duszę

Nim się narodziliśmy byliśmy jak Anioły, posiadaliśmy skrzydła…, łączyliśmy się w pary. Wraz z decyzją o narodzinach, zgodziliśmy się na to by na ziemi posiadać tylko jedno niewidoczne skrzydło. Jeśli byliśmy z kimś parą wiedzieliśmy, że tu na ziemi się odnajdziemy. Od tego czasu narodzone pary szukają się tu na ziemi, a gdy się odnajdą ich miłość jest tak wielka, że ta para skrzydeł jaką razem posiadają pozwala im wznosić się nad ziemię.

Kiedyś ktoś zadał mi pytanie – dlaczego warto żyć?

Opowiem pewną historię. Otóż pojawiła się kiedyś w świecie wirtualnym pewna kobieta, miała nik Margarita. Nie miała ochoty na życie, miała męża  i dziecko, ale chęci do życia brak. Pisała list pożegnalny. Zaczęliśmy z nią rozmawiać…we dwoje. Staraliśmy się by każdego dnia coś do nas pisała. Zaczęła się otwierać, w końcu poszła do psychologa, trafiła na oddział. Odzyskała chęci i wolę życia.

Zapytacie pewnie: co to ma wspólnego z perłami? Otóż Margarita to inaczej Małgorzata - imię żeńskie pochodzenia greckiego. Wywodzi się od greckiego słowa margarites oznaczającego “perła”.  Perły jak wiemy rodzą się w  bólach, rodzą się z ziarna zabrudzenia. Małża tak długo pracuje by się pozbyć zabrudzenia, tak długo oplata je śluzem, aż powstaje piękna perła. Tak jak wszystko co robimy w życiu, o co walczymy. Nasze życie składa się właśnie z takich pereł. Wszystkie nasze dni to perły, które powinniśmy nosić na szyi jak najpiękniejszy naszyjnik. Dla tych właśnie pereł, warto żyć. Nie chowajmy naszych nawet najmniejszych sukcesów, bądźmy z nich dumni. Pokażmy ten sznur pereł światu i zachęćmy innych by pokazywali swoje, by chcieli je z dumą tworzyć.

Dla mnie Margarita to jedna z najwspanialszych pereł w moim dotychczasowym naszyjniku, gdyż dotyczy ludzkiego życia, ludzkiego istnienia… 

Składniki:
• Mnóstwo zdrowia
• Fura szczęścia
• Trzy garnce przyjaźni
• Garść wiary w siebie
• Optymizm i śmiech do smaku

Sposób przyrządzenia:
Szczęście starannie przesiać przez gęste sito; pozostałe na sicie drobinki pecha wybrać i zamknąć w szczelnej puszce. Miłość mocno podgrzać.
Wszystkie składniki połączyć i dokładnie wymieszać. Jeśli pojawią się grudki problemów, dorzucić nieco przyjaźni i optymizmu. Na koniec doprawić poczuciem humoru i śmiechem. Podzielić na 365 porcji. Podawać codziennie po śniadaniu, wraz z dużą porcją radości i słońca.

Nim się narodzimy dostajemy od Boga swojego Anioła Stróża. Anioł Stróż pokazuje nam jak będzie w przyszłości wyglądało nasze życie, kogo w nim poznamy, kim będą nasi rodzice, jakie czekają nas porażki, sukcesy, czego doświadczymy. Anioł Stróż pomaga nam przejść przez czas oczekiwania…w momencie naszych narodzin kładzie nam palec na usta, byśmy milczeli i nie mogli zapamiętać tego co usłyszeliśmy, co zobaczyliśmy. Dlatego pod naszym nosem jest delikatne wgłębienie, które podkreśla, że Anioła Stróża mamy zawsze obok siebie ale nasze życie musimy po prostu przeżyć sami.
Bóg tworząc człowieka dał człowiekowi WOLNĄ WOLĘ i wykazał tym dużo pokory i miłości w tworzeniu ludzkiej istoty, pozwolił na to by człowiek sam mógł decydować o tym co wybiera, jakie podejmuje decyzje. W tę część naszego istnienia nie ingeruje nikt. Ale zawsze, zawsze mamy przy sobie wysłannika Boga w postaci Anioła Stróża, jest on z nami aż po sam kres naszego istnienia, byśmy spokojnie mogli przejść drogę na jaką zdecydowała się nasza dusza. Nawet jak bolą nas nasze błędy, zawsze możemy prosić o łaskę Boga i wsparcie Anioła by zacząć wszystko jaszcze raz…zupełnie od nowa…

Nie mam zamiaru pisać o dyskryminacji związanej z kolorem skóry, czy też z wyznaniem. Często do samej dyskryminacji dochodzi na co dzień, widzimy ją a milczymy. Widzimy jak ktoś kto jest dużo słabszy np.: intelektualnie, jest przy nas szykanowany, poniżany, wyśmiewany. Nie ważne, że jest dobrym człowiekiem ,że pracuje nad sobą każdego dnia, że stara się dobrze i konstruktywnie wykorzystać każdą chwilę swojego życia.
A co robią ludzie??? Poniżają go, wyśmiewają uważając, że to super żart przecież, najgorsze, że robią to przy aprobacie innych. A dlaczego? Bo Ci inni nie reagują, mówiąc: on/ona tak ma to taki typ. I to jest tragedia. Takie działania właśnie pozwalają by z tych poniżających żartów, działania przerodziły się w agresję…Agresja jest nie tylko fizyczna, ale i psychiczna czy emocjonalna. Dlaczego pozwalamy na takie działania??? Dlaczego nikt nie powie STOP!!! Nie masz prawa tak postępować tylko, dlatego że ktoś jest słabszy, że nie ma jak się bronić!!!

Nasze STOP może sporo zmienić, nie dając przyzwolenia zapobiegamy rozprzestrzenianiu się agresji. Może nie zrobimy tego od razu globalnie ale wystarczy choć kilka działań wokół siebie, a to będzie jak “efekt motyla” :)

Cóż, zostaliśmy nauczeni by się nie chwalić niczym przed innymi ludźmi…Społecznie i kulturowo wygląda to tak, że byliśmy wiele lat pod zaborami, więc nie wolno się było chwalić tym co w domu, tym co w szkole, wedle przysłowia:
„nie mów nikomu co się dzieje w domu, nie mów bawole co się dzieje w szkole”.
Później nastał komunizm. No tu też chwalić się nie można było. Bo jak się człowiek czymś pochwalił ściągnął na siebie kłopoty. Wszystko trzeba było ukrywać, kombinować, nie mówić za dużo, bo się rozniesie itp.
Kobiety też niestety przez wieki były uczone, skromności, posłuszeństwa. Nie wolno im się było chwalić tym co osiągały, bo to przecież nie przystoi kobiecie. I tak, często dopiero po wielu latach odkrywaliśmy, że nasze babcie to dostawały jakieś dyplomy, uczęszczały na jakieś kursy, brały udział w konkursach – i to niekoniecznie tylko tych kulinarnych.
Ogólnie dzieci są wychowywane w kulcie rywalizacji ale poprzez chwalenie innych dzieci, wytykanie własnym dzieciom, że inni są lepsi. Takie podejście buduje zachwiane poczucie wartości, a raczej jego brak. Często też słyszeliśmy…a bo stać Cię na więcej, nauczyłeś się…dobrze, ale ciekawe czy utrzymasz swoją pozycję. To rodzi zazdrość, zaborczość, bardzo łatwo jest manipulować/sterować ludźmi, u których dominują takie właśnie wzorce. Co więcej, ludzie Ci osiągają na ogół tyle ile im ktoś pozwoli. Zdarza się, że w niektórych przypadkach bazuje się też na poczuciu winy…on się chwali, że tyle osiągnął, ale przecież Iksińskiemu zrobi się przykro. I tu zaczyna się też kara…sami siebie w takich sytuacjach potrafimy ukarać. Bo tak jesteśmy wyuczeni: osiągam sukces, mam później poczucie winy, że mi lepiej, więc teraz coś mi się nie uda, bo przecież trzeba ponieść karę za bycie dobrym. I wali nam się jedna sprawa za drugą, nie dość, że dojście do sukcesu kosztowało nas wiele siły,  pracy, wiele nauki (chociażby prawd życiowych), to teraz jeszcze staramy się odkupić winy za swoją pracę.

Ja już mówię zdecydowane NIE !!!!! Mówię stanowcze stop!!!!!

Przecież kto jak nie my sami jesteśmy w stanie opowiedzieć innym własną historię. Tam owszem jest wszystko, ale za jakie i czyje grzechy mamy się taplać w porażkach jakie nas spotkały, czy w smutnych chwilach??? Powinniśmy pływać w morzu pełnym naszych sukcesów, mówić o nich, umieć się nimi chwalić. Nie mówię tu o chorym przechwalaniu się a o zwykłym mówieniu z dumą co nam się udało osiągnąć. Wiem ludzie chętniej słuchają o cudzych porażkach lub problemach, ale wynika to z tego, że na tej podstawie budują sobie swoją wartość. A wartość buduje się na podstawie swojego życia, swoich doświadczeń, swojej wiary w siebie. Niech nikt nie pozwoli sobie odebrać radości z najdrobniejszych swoich sukcesów, Ci którzy usiłują to zrobić po prostu najzwyczajniej w świecie sami mają problem z tym, że nie potrafią się pochwalić swoim sukcesem…może ich nikt nie chwalił, a może nie potrafią też przyjmować pochwał od innych.
Tak jak już raz napisałam, tylko my sami potrafimy powiedzieć jak się naprawdę czuliśmy w danym momencie, jak dużo dał nam ten sukces, czasami nie musi się przekładać na zyski materialne, ale wystarczy by poczuć smak i zapach sukcesu…czasami sukcesem jest wstanie rano o czasie, czasami zdany egzamin, ale sukces to sukces i nie pozwólcie sobie odebrać tej radości posiadania go…ja już zakazuję innym by robili to mnie. Teraz czas na innych by zatroszczyli się o siebie…Powodzenia i dużo sukcesów.

Rozwieście swoje dyplomy, które macie gdzieś głęboko pochowane, swoje świadectwa, puchary, które będą cieszyły wasze oko, które również i Wam będą przypominały o tym jak wiele potraficie osiągnąć. Jak sami w to zaczniecie wierzyć to i inni też zaczną w Was wierzyć.

« Poprzednia stronaNastępna strona »

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.